Blog > Komentarze do wpisu

O tym, że łatwiej jest znaleźć dobrej jakości używanego psa niż samochód

Sierpień 2010- c.d.

Pierwsze dni mijają bardzo szybko. Musimy w ekspresowym tempie załatwić wiele spraw pozwalających na wprowadzenie się do nowego domu. Przyzwyczailiśmy się do tego, że we Francji niemal wszystko można uregulować przez internet. A tutaj nie dość, że umowę na dostawę wody trzeba podpisać osobiście, to w sieci nie da się nawet znaleźć informacji o tym, gdzie tak naprawdę znajduje się ich biuro. Jest oczywiście adres…. To znaczy nazwa dzielnicy.  Śmiejemy się, że jesteśmy rozpuszczeni po latach mieszkania w dużym europejskim mieście. Ale nawet jeśli wiemy, że nie są to prawdziwe problemy, czujemy się czasem trochę zagubieni. Philippe nie zawsze potrafi  nam pomóc. Tak więc każdą wyprawę poprzedza kilka telefonów  i wypytywanie sąsiadów. Karaibski akcent i gadatliwość rozmówców sprawiają, że często kiwam głową ... nie  rozumiejąc absolutnie nic.

 Dowiadujemy się cudem, że umowę na dostarczenie wody można podpisać w biurze "za sklepem z częściami samochodowymi, który stoi niedaleko parkingu, na który trzeba skręcić obok krzewu wyrzeźbionego w kształcie delfina". Uff, po drodze widziałam delfina, będzie dobrze ! Jedna rzecz z głowy.

Ale przede wszystkim : musimy jak najszybciej kupić samochód. Szybko orientujemy się, że licząc na transport publiczny nie damy rady nic załatwić. Nie wydostaniemy się z naszych gór ! Na szczęście Philippe ma wolny czas, obwozi nas po komisach… gdzie okazuje się, że na nic nas nie stać ! A dokładniej – nie stać nas na nic, co wydaje się być zdolne do jazdy. Koperta ze sprzedaży naszego ośmioletniego yarisa w świetnej formie tutaj starczyłaby na obite  twingo z maską przeżartą przez sól.  Rocznik 1998, 200 000 km na liczniku! Mrówki gratis.

Wpływ tropikalnego klimatu :

ciekawe ile czasu trzeba by tyle zostało z samochodu.I za ile by poszła ta bryka.

 

Na zdjęciach dołączonych do ogłoszeń w internecie nie widać zardzewiałego podwozia ani na stałe zablokowanych szyb elektrycznych. Skąd mogliśmy wiedzieć, że normalne ceny kryją aż tak liczne problemy ?

 Jeden ze sprzedawców prezentuje nam samochody, które jego zdaniem powinny nas zainteresować. Mają po dwa-trzy lata i pochodzą z agencji wynajmu. “Naprawdę warto dołożyć te 5 000 €, zobaczycie państwo”. Eeeee? Zaokrąglić do pięciu to nie to samo co dołożyć pięć! To my jeszcze poszukamy…


Ogłoszenia drobne w internecie – na taki samochód nas stać   

 

W innej agencji młody pośrednik w różowej koszuli w kwiaty zaprasza nas do biura, aby zanotować nasz numer, na wszelki wypadek. Szkoda, że tym razem nie towarzyszą nam polarny miś ani pingwiny, tylko one potrafiłyby znieść tak lodowatą klimatyzację. Sprzedawca nawet w ciemnym pomieszczeniu nie zdejmuje czarnych okularów. Rozumiem, że rozmowa o kupnie używanego samochodu wymaga takich zdolności jak turniej pokera.

“Pewnie zauważyli państwo, że po  naszych drogach jeżdzą głównie całkiem nowe samochody”.  –  "To prawda" - szczękam zębami.

“Niestety auta bardzo szybko się tutaj psują. Słony wiatr, silne opady, słońce, złej jakości paliwo – to wszystko sprawia, że pięcioletni samochód jest już bardzo stary. Elektronika nie wytrzymuje tej wilgoci. Oczywiście, mogą państwo coś takiego kupić ale ile on jeszcze wytrzyma?” 

 

Archiwalne zdjęcie samochodu Simca w Le Diamant :

(C) http://museeretromobile.files.wordpress.com

 

Niestety, facet ma rację. Kilka miesięcy później zwiedzając prywatne muzeum zabytkowych samochodów marki Simca*** dowiadujemy się, że Martynika od zawsze była bacznie obserwowana przez konstruktorów. Tropikalny klimat sprawiał, że samochody psuły się kilka miesięcy, a nawet kilka lat wcześniej. Tutejsi importerzy dysponowali więc cennymi informacjami o tym, co w nowych modelach wymaga dopracowania. (To były czasy … zanim “psucie się” było  programowane  już w momencie produkcji!)

Po kilku dniach udaje się nam znaleźć sześcioletnie C3- do koperty po Yarisie nie będzie trzeba za dużo dołożyć.  Samochód wymaga jednak drobnej naprawy, będzie gotowy za tydzień z hakiem. Nie mamy wyboru. Poczekamy ! – czujemy jednocześnie ulgę i euforię. Udało się ! …

(Ile razy będę sobie z dziką wściekłością przypominać tę tragiczną decyzję czekając na poboczu autostrady na lawetę… )

 Planujemu zostać u Philippe’a jeszcze dwa dni, obejrzeć  słynne regaty yoles, a potem wynajętym samochodem pojechać po naszego « nowego-używanego », zarezerwowanego przez Internet psa !

I może wreszcie wykąpiemy się w oceanie ???


 

*** Muzeum zabytkowych samochodów Simca w Le Diamant to po prostu hangar, w którym można objerzeć kilkadziesiąt modeli. Prawdziwym skarbem jest jednak jego założyciel : staruszek, który z pasją opowiada o historii Martyniki z punktu widzenia kierowcy. 

Aby zwiedzić muzeum należy wcześniej umówić się telefonicznie :

http://museeretromobile.wordpress.com/

Mr GALLET-DE-SAINT-AURIN Christian

9 allée des Emeraudes

Quartier Dizac

97223  Le Diamant

Telefon : (+596) 596  76 43 43

Komórka : (+596) 696  45 08 74

sobota, 28 września 2013, nordatlantique

Polecane wpisy