poniedziałek, 16 grudnia 2013

Minęło już 16 dni od kiedy w górach,  w okolicach lasu Absalon,  zaginął młody Francuz. Benoît Lagrée przyjechał na Martynikę by wziąć udział w dwudniowym «ultra trailu Trans-Martinique»  biegnącym przez całą wyspę. (Więcej informacji tutaj : http://www.transmartinique.com/)   

Tydzień przed wyścigiem zniknął podczas treningu na zboczach Pitonów, niedaleko Fort-de-France.

Benoît lagrée zaginiony w gorach martynikiZaginiony sportowiec z Bretanii.  

(C) Comité de Soutien pour Benoît Lagrée (C) Echappée Belle 2013

 

Poszukiwania organizowane przez  Prefekturę trwały dwa tygodnie. Strażacy, ratownicy, wojsko, kluby kanioningowe, psy – przeczesywali te zdradliwe okolice sektor po sektorze. Znaleziono aparat GoPro należący do Benoît, słyszano gwizdki.  Ale faceta nie ma. Teren na Pitonach jest miejscami tak niebezpieczny, że można wypatrywać zaginionego  tylko z helikoptera. Jedna z akcji na ziemi zakończyła się wypadkiem dwóch strażaków. Czekali na ratunek całą noc. Pogoda nie ułatwia  ekipom zadania.

 Poszukiwania na pitonie Dumauzé

 Poszukiwania na Piton Dumauzé.

(C) facebook Préfet de la Martinique

 

 

W ten weekend prefektura oficjalnie zakończyła poszukiwania. Rodzina Benoît nadal ma nadzieję – powołano więc komitet który ma na celu zebranie, bagatela, 80 000 € aby sfinansować 6 dni pracy specjalistycznej ekipy ze Stanów.  Codziennie publikują nowe informacje na profilu :

https://www.facebook.com/SoutienBenoitLagree?ref=profile

Na tej stronie można również wspomóc finansowo poszukiwania: https://www.facebook.com/SoutienBenoitLagree?sk=app_190322544333196&app_data

 

 pitons du Carbet

Pitony Carbet – niższe od Montagne Pelée, ale bardzo niebezpieczne

(C) Facebook Préfet de la Martinique

 

Facet był w dobrej formie fizycznej, przygotowany technicznie, z dobrym sprzętem. Możnaby się przyczepić, że trenował sam.  Że wybrał bardzo niebezpieczne okolice.  Do końca nie wiemy, co się stało. W lesie łatwo pomylić trasę, spaść w przepaść ukrytą pod gęstą roślinnością. Na Pitonach często panuje gęsta mgła, jest zadziwiając chłodno, wietrznie. Ale nie są to miejsca, gdzie nikt nie bywa. My sami planujemy tam wyprawę w styczniu.

 helikopter miedzy Piotnami

Helikopter wyposażony w kamerę termiczną to podobno za mało, by odnaleźć zaginionego.

(C) Facebook Préfet de la Martinique

 

 

Dzisiaj, 16go grudnia, poszukiwania trwają i naprawdę mamy nadzieję, że nie jest za późno. Jednak warunki są bardzo trudne.

Kilka dni po zniknięciu Benoît sześć osób zgubiło się na Pitonach we mgle. Helikopter nie mógł interweniować ze względu na warunki pogodowe. Uratowali ich strażacy-kanioningowcy.  To przypadek, że grupa znalazła się w miejscu, gdzie był zasięg i mogła wezwać pomoc.

Kilka dni temu kolejne  dwie osoby zgubiły się w okolicach wodospadów Didier. Tu ten sam problem- helikopter nie mógł interweniować. Ewakuowano ich w końcu o 3 rano. Zostali zauważeni, bo rozpalili ognisko.

 

Te ostatnie wydarzenia są chyba dobrym pretekstem, by napisać kilka słów o trekkingu na Martynice.

W tej chwili chodzenie po górach jest niebezpieczne. Po ostatnich deszczach teren jest mokry, zbocza mogą być niestabilne.  Poziom rzek  jest dość wysoki.  Łatwa trasa może okazać się bardzo zdradliwa.

A ja nadal widuję turystów, którzy w góry wybierają się jak na plażę. Kilka tygodni  temu na wycieczce La Trace des Jésuites spotkałyśmy grupę facetów w samych szortach.  Z japonkami w dłoni, bez koszulek, bez wody, w ślimaczym tempie schodzili po stromym,  śliskim od błota zboczu. “Daleko jeszcze do tej rzeki?”  Niedaleko, ale w tym tempie… 

odpoczynek na wulkanie 

Odpoczynek na wulkanie Montagne Pelée ... Kadr ciut inny, ale kamień ten sam. 
Fot1:  W czasie Le Carême, w marcu.   Fot2:  koniec sierpnia 
(C) AFT

 

Kilka miesięcy po tym, jak przeprowadziliśmy się na Martynikę, ktoś natrafił w górach na ludzkie kości. Przy szczątkach znaleziono… franki.  Wiadomo więc było,  że pechowi wędrowcy zginęli przed 2002 rokiem…  Czyli co najmniej 8 lat minęło, nim odnaleziono ich ciała. Zaginionych zidentyfikowano jako ojca i córkę. Nadal nie rozumiem, jakto możliwe, że nikt ich  nie szukał, choć zostawili na parkingu samochód z wypożyczalni, choć nie zwolnili pokoju w hotelu, nie wrócili do Francji. To dało mi do myślenia. Od początku mam ograniczone zaufanie do  szlaków w tropikalnym lesie.  

Są szlaki, na które można wybrać się samemu,  są  takie, gdzie wystarczy towarzystwo kogoś, kto zna teren. Są też takie, na które ja nadal nie odważyłabym się wybrać bez dyplomowanego przewodnika  górskiego.  Jego towarzystwo to 25-30€/os na krótkich, łatwych  szlakach, 50-100€ na tych ambitnych.  Naprawdę mniej niż koszt wezwania profesjonalnych ratowników. A ile ciekawych rzeczy można się przy okazji dowiedzieć!

Jeśli zdecydujecie się jednak wybrać w góry sami, warto pamiętać o kilku podstawowych zasadach bezpieczeństwa.

 

Trace des jésuites - obsuniece terenu nad rzeka 

La Trace des Jésuites. Po deszczu to miejsce może byc niebezpieczne. Ciężka od wody ziemia może zsunąć sie  kilka metrów do rzeki, a my razem z nią. © AFT

 

PRZYGOTOWANIE

Wybór szlaku dostosowanego do naszych możliwości fizycznych.   W tym upale organizm szybko się męczy. Dobrze najpierw sprawdzić jak znosimy wysiłek w tropikach. 

 

 

Wybór szlaku dostosowanego do warunków pogodowych.  Górskie trasy mogą być bardzo niebezpieczne po kilku dniach silnych opadów. Należy obserwować prognozę pogody. Nigdy nie wybierać się w gory podczas “Vigilance jaune” albo "orange" ( stan podwyższonego ryzyka – np. ze względu na silne opady, burze czy nadchodzący cyklon). Wszystkie informacje dostępne są w internecie. Aktualna pogoda:http://www.meteo.gp/page=Include/unclic_villes&lieu=mart&type=quest

Można też zadzwonić pod numer 08 92 68 08 08.

Od stycznia do końca marca pogoda jest na ogół najlepsza. Pora cykloniczna (lipiec-listopad)  to ryzykowny moment.

 

Sprawdzenie, czy wybrany przez nas szlak jest aktualnie otwarty. Przewodniki opisujące  wycieczki piesze niestety są aktualne bardzo krótko. Wystarczy, że od czasu wydania książki przeszedł cyklon. Albo spora burza! Od kilku lat na przykład zamknięty jest opisany w moim przewodniku szlak prowadzący do wodospadów na rzece Trois-Bras.  Dobrze więc przed wyprawą zadzwonić do najbliższego Office du Tourisme albo do ONF (Office national des Forêts - http://www.onf.fr/martinique/@@index.html) lub  spytać przewodnika górskiego.

Inny problem  dotyczy  szlaku między Le Prêcheur a Grand’Rivière   - to 6 godzin marszu w jedną stronę. Aby wrócić do samochodu trzeba skorzystać z usług rybaka, morze musi być spokojne. Powrót stopem może okazać się skomplikowany!  

 

 

 problemy po burzy

Po malutkim cyklonie Chantal w lipcu 2013 wiele szlaków zostało chwilowo przerwanych. Aby
dostać się na plażę Anse Levrier musieliśmy przeskoczyć nad kilkoma zwalonymi drzewami. Do następnej zatoki już nie dało się dotrzec. © AFT



 

W dniu wycieczki naleźy zostawić informację dokąd idziecie ( w hotelu,  sąsiadom, albo nawet żandarmerii…).

Towarzystwo – nigdy nie należy chodzić po lesie samemu.  Przewodnicy polecają wycieczki w 3 osoby (jedna może wtedy zostać a rannym, gdy druga zawraca szukać pomocy.)

Wyjść wcześnie! Na Martynice słońce zachodzi ok. 18. Robi się całkiem ciemno w zaledwie kilka minut.  Warto zacząć marsz rano, po wschodzie słońca.  Upał mniej dokucza, a przynajmniej zdążycie wrócić przed zmrokiem.

 

CO ZABRAĆ ?

  1. Wygodne  buty o dobrej podeszwie. Najlepiej takie, które można zmoczyć.
  2. Jeśli trasa jest odkryta: kapelusz i  krem 50 UV.
  3. Kijki mogą być bardzo przydatne.
  4. Lekkie ubranie dostosowane do trasy (w lesie spodnie mogą nas uratować przed podrapaniem nóg, ale na wyprawę przez rzekę lepiej założyć szorty.  Na wulkan, Pitony czy Morne Jacob dobrze wziąć kurtkę przeciwdeszczową i bluzę z rękawami).
  5. Kostium – bo kąpiel w wodospadzie to prawdziwa frajda.
  6. Lekki nieprzemakalny plecak, a w środku: apteczka, gwizdek, latarka.
  7. Zapas wody, co najmniej 2 litry /os. Coś na ząb.
  8. Dobrą mapę.
  9. Warto zostawić w samochodzie ubranie na zmianę.

 

NA CO UWAŻAĆ?

  1. Na słońce! (poparzenia, przegrzanie, odwodnienie...)
  2. W górskim lesie, nawet niedaleko Fort-de-France, w lesie czają się jadowite węże.
    Nie spotyka się ich na każdym kroku, ale nie należy schodzić z trasy w krzaki.  Ptaszniki nic wam nie zrobią, ale ukąszenie “trigonocéphale” może być śmiertelne. ONF radzi nosić ze sobą “Aspivénin”  (pompkę do  odessania jadu) oraz aspirynę. Serum podaje się w szpitalu.
  3. Owoce leżące na ziemi można jeść tylko jeśli nie mają uszkodzeń. Koniecznie umyte. Tutejsze szczury przenoszą leptospirozę.   
  4. Leptospirozę można też złapać kąpiąc się w rzece po większym deszczu. To nie żarty, kilka lat temu zmarł w ten sposób uczestnik trailu. Poleca się zalepienie plastrami wszystkich skaleczeń.
  5. Lepiej nie pić więc wody  z rzek. ( W Saut Argis zdarzyło się nam znaleźć  w wodospadzie dwie martwe owce…. Fu!)
  6. Jeśli pogoda jednak się psuje, czasem lepiej zawrócić…
  7. Numery ratunkowe na Martynice to : (112- z komórki), 15: pogotowie, 18 – strażacy-ratownicy (często szybski niż karetka).

 

Las tropikalny i górskie szczyty Martyniki są naprawdę warte odwiedzenia. Przy zachowaniu podstawowych zasad ostrożności taka wycieczka może być naprawdę wspaniała. Kąpiel w wodospadzie, spacer wśród gigantycznych kwiatów balisiers, spotkania z kolorowymi ptasznikami, zbieranie dzikich tropikalnych malin,  widok z wulkanu – są absolutnie warte zachodu!  

 

Nie chodzi mi o to, by straszyć. Warto jednak przygotować się do wycieczek przed przylotem na Martynikę. Spakować dobre buty i plecak, zamiast iść w góry na żywioł, po zwiedzaniu miasta w klapkach, bo “szkoda nie zobaczyć, jak się tak daleko leciało”.

 

 

widok z montagne pelée Przerwa na podziwianie widoku ze szczytu wulkanu Montagne Pelée. Wartego 3godzin wspinaczki!

(C) AFT

 

 

 

 

 

sobota, 19 października 2013

Ten tydzień miał być bardzo ważny dla Antyli Francuskich. W środę zaczęła się oficjalna wizyta francuskiego  ministra Spraw Wewnętrznych. Wreszcie udało się zwrócić uwagę metropolii na niektóre lokalne problemy : przemoc związaną z przepływem przez wyspę narkotyków, łatwość z jaką coraz młodsi ludzie sięgają – czasem  z powodu krzywego spojrzenia- po broń, brutalne napady. 

Na Gwadelupie, “wyspie pięknych wód” jak nazywali ją Indianie,  od początku 2013  roku zanotowano 38 morderstw. Na Martynice « tylko » 11.  Łączna populacja obu departamentów to 800 000 osób.  Zbyt mało, aby ci zamorscy wyborcy interesowali francuski rząd. Martynika i Gwadelupa i tak zawsze głosują na socjalistów, więc aktualna ekipa  rządząca nie musi się specjalnie starać.  W 2013 w drugiej turze wyborów prezydenckich François Hollande zdobył na Martynice 68% głosów. Na Gwadelupie ponad 71%.

Informacje o kolejnych  napadach i zabójstwach długo nie docierały za ocean. Aż pewnego dnia alarmująca depesza dziennikarza z Gwadelupy wysłana do Francuskiej Agencji Prasowej trafiła na odpowiedni moment. Coś się ruszyło. 13 września lokalna telewizja poinformowała widzów, że francuskie media zaczynają pisać o przemocy na Antylach.

Okładka dziennika France-Antilles z 11 września 2013

© France-Antilles Martinique

 

Tego samego dnia zanotowałam :

“Przez ostatnie dwa tygodnie na Martynice pierwsza strona lokalnej gazety była poświęcona głównie zabójstwom, zamieszkom i innym krwawym wydarzeniom.

Tydzień temu w sklepie w Fort-de-France pewien czterdziestolatek na oczach obsługi zbił witrynę, ukradł nóż i ... jak stał, tak wykonał spektakularny gest i ... podciął sobie gardło.

W Le Lamentin nastolatek zabił przyjaciela, któremu winny był drobną sumę za naprawę skutera. Matka zamordowanego chłopca apeluje w dzienniku o wspólną modlitwę. Parę dni później "cichy czerwony marsz" na cześć ofiary zamienił się w karnawałowy, mocno alkoholowy pochód, a podjudzony tłum wtargnął do mieszkania rodziny podejrzanego. Podczas gdy jego ciężarna matka i kilkuletnia siostra siedziały przytulone na kanapie, wszystkie inne meble wyfrunęły za okno.

Kilka dni później obok naszej "psiej plaży" w strzelaninie zginął kolejny młody gniewny, a przez górskie dzielnice Sainte-Marie przemaszerował, tym razem spokojnie, kolejny czerwony pochód z kilkunastoletnią wdową  i niemowlakiem na czele.  Tego dnia na innej plaży  Sainte-Marie znalezione zostało ciało zaginionej kobiety.

Na wiejskim targu wszyscy są zgodni. Sainte-Marie jest przeklęte.  Ale zagrożona jest cała wyspa. Zbliża się Apokalipsa. Szczególnie to spektakularna próba samobójcza w stolicy dowodzi ingerencji Szatana. »

W połowie wrześnie atmosfera była męcząca. 

 Kiedy w końcu dziennikarze “metropolii” zainteresowali się tematem, skupili sie na tym, co łatwo sprzedać na okładce. “To nie Marsylia, lecz Gwadelupa jest rekordzistką liczby zabójstw w roku 2013!”  Ta informacja krążyła po Facebooku i Tweeterze  tak intensywnie, że mieszkańcy Antyli zaczęli się niepokoić.  Nie chodziło o to, by przestraszyć turystów ! Znowu pokazują nasze wyspy w złym świetle ! – komentowali.   Francuska telewizja przyleciala nakręcić kiczowaty  reportaż o « Raju, który coraz bardziej przypomina piekło ».  Typowe, przewidywalne  ujęcia : w dzień złote plaże, w nocy niebezpieczne dzielnice, prostytuki, policja zatrzymująca podnieconego narkomana który przed chwilą napadł na sklepikarza. 

To nie była reakcja, na jaką liczono. Czekano na konkretną, konstruktywną pomoc – może plan walki z nielegalnym handlem bronią, może dodatkowych żandarmów, może kolejne specjalne dofinansowanie?  Subwencje od kilkudziesięciu  lat działają na Antyle Francuskie jak morfina.

Po fali tendencyjnych  reportaży rząd w końcu zareagował. Minister Spraw Wewnętrznych obiecał przylecieć osobiście.  W mojej okolicy widać było lekkie podenerwowanie żandarmerii. Częstsze kontrolena drogach,  wieczorne loty helikopterem. Zniknęło nawet kilka daszków, pod którymi przed słońcem i deszczem kryli się dealerzy.

Nikt oczywiście nie spodziewał się, że minister magiczną różdżką naprawi kreolskie społeczeństwo. W latach 70. Edouard Glissant, martynikański pisarz i filozof pisał, że ukształtowane przez niewolnictwo, nie znające własnej historii, pozbawione środków produkcji społeczeństwo Martyniki jest strukturalnie, dogłębnie patologiczne. Sytuacja społeczna i ekonomiczna wyspy od tamtego czasu tylko się pogorszyła. A i tak jest lepsza niż na Gwadelupie gdzie bezrobocie wśród młodych ludzi przekroczyło 50%.

 

Nie, nikt nie oczekiwał magicznej różdżki.  Chodziło raczej o symbol. Dowód na to, że metropolia interesuje się losem Antyli, że próbuje coś zmienić, że mieszkańcy wysp są takimi  samymi obywatelami jak mieszkańcy Marsylii. Dlatego ta wizyta była tak ważna. O wysłaniu na Karaiby dodatkowych mundurowych można było zadecydować podczas video-konferencji. Przylot ministra miał więc dla mieszkańców głębsze znaczenie. 

okladka France-Antilles, manuel Valls

Okładka France-Antilles, wydanie gwadelupskie z 18 września, w dniu przylotu ministra na Martynikę.

Manuel Valls chce « walczyć z poczuciem porzucenia » przez
  metropolię które odczuwają departamenty zamorskie.

©  France-Antilles Guadeloupe

 

 

Manuel Valls przyleciał  najpierw na Martynikę.  Pospacerował po dzielnicy o złej sławie, przeciął szarfę na otwarciu wyremontowanego budynku prefektury.  Zażył - jak to się ładnie mówi po francusku – “kąpieli w tłumie”. Pukał do okien w centrum Fort-de-France, ściskał kolorowe dzieci. W lokalnym dzienniku zapewniał, że zajmie się naszymi problemami. Dziennikarze byli trochę zawiedzeni jego bardzo powierzchowną znajomością tematu. No ale przyjechał, to ważny gest,  nie możemy wymagać zbyt wiele.   Z tej okazji nawet podreperowano trochę obdrapaną fasadę głównego komisariatu bo napis “Police”  był już niewidoczny.

Minister przyleciał nawet do naszego miasteczka będącego “podprefekturą”. Jego helikopter lądował właśnie kiedy stałam obok w korku.  Zastanawiałam się, gdzie schowano wszystkie owce i kozy normalnie pasące się na lądowisku. Zniknęły ! Podszewek nawet się ucieszył, bo  to lądowisko to rówież teren sportowy jego szkoły. I jeszcze nigdy nie było tam tak czysto.  Naprawiono też wreszcie drogę w centrum Trinité, którą miał przejechać konwój sześciu limuzyn. Same plusy!

manuel valls w fort-de-france

Manuel Valls w Fort-de-France

© Les Nouveautés.fr

 

A tak na poważnie – wizyta ministra okazała się dyplomatyczną katastrofą. Po pierwsze, zupełnie pominął Gujanę Francuską, gdzie sytuacja jest jeszcze gorsza. Po drugie, dał nam odczuć że nie jesteśmy pełnoprawnymi obywatelami Francji. W czasie, gdy Manuel Valls leciał na Karaiby, metropolia zawrzała. Policja ośmieliła się zaaresztować podczas szkolnej wycieczki  kilkunastoletnią uczennicę, Leonardę. Podanie o azyl jej rodziny nie zostało zaakceptowane, podjęto więc decyzję o odesłaniu ich do Kosowa. Sposób, w jaki została przeprowadzona akcja oburzył opinię publiczną. Od kilku tygodni toczy się burzliwa dyskusja o tym, jak należy traktować we Francji Romów i Manuel Valls jest krytykowany przez niektórych kolegów z rządu za zbyt “prawicowe” podejście do tematu. “Sprawa  Leonardy”  była kroplą, która przepełniła kielich. Dla większości Francuzów  aresztowanie ucznia na oczach jego kolegów, podczas szkolnej wycieczki,  jest po prostu nie do pomyślenia. Następnego dnia rozpoczęły się manifestacje, uczniowe zablokowali licea  i zażądali powrotu Leonardy oraz kilku innych kolegów deportowanych w ostatnich tygodniach.

minister valls na gwadelupie 

Manuel Valls na Gwadelupie. Uwaga na słońce! Gdyby
  wrócił opalony, Francuzi mogliby pomyśleć, że spędzał czas na plaży!

© Le Monde

 

 

Jaki to ma  związek z wizytą Vallsa na Karaibach? Otóż od kiedy wysiadł z samolotu w Fort-de-France, francuscy dziennikarze rzucili się zadawać mu pytania dotyczące dziewczyny z Kosowa.  W środę, zaczepiany w sprawie Leonardy  minister odpowiadał, że to nie jest moment by dyskutować o problemach metropolii. W czwartek przypominał, że przyleciał na Antyle by zająć się poważnymi sprawami mieszkańców. To były praktycznie jedyne ujęcia pokazywane we francuskiej telewizji. Ani słowa o tych “sprawach” które zatrzymują go na Antylach. Dla wielu Francuzów jego podróż do zamorskich departamentów mogła wyglądać jak wakacje.  Co on robi na Karaibach, podczas gdy w Paryżu zdeptano podstawowe zasady Republiki?

 

licealisci wyszli na ulice

Manifestacje licealistów po deportacji Leonardy. « Valls do demisji ! »

©Le  Monde.fr

 

W piątek, będąc już na Gwadelupie, Manuel Valls podjął decyzję o skróceniu podróży. Szybko zrealizował najważniejsze elementy programu jak powiększenie strefy “priorytetowej” walki z przestępczością. Sprintem przebiegł po niebezpiecznych dzielnicach. Nie poleciał już nawet na Saint-Martin. Wrócił do Paryża ratować swoje notowania.



Po raz kolejny mieszkańcy departamentów zamorskich poczuli się jak Francuzi gorszej kategorii. Kolejny policzek od metropolii.  Historia dziewczyny odesłanej do Kosowa okazała się dla rządu i mediów ważniejsza.



 

 

piątek, 04 października 2013

Zawiozłam bardzo chorego Podszewka do naszego lekarza rodzinnego. W przypadku zwykłej konsultacji nie ma zapisów, po prostu przychodzi się w godzinach otwarcia i czeka na swoją kolej. Czasem kilka minut, a czasem pół dnia. Tego dnia jednak gabinet był otwarty po raz pierwszy po wakacyjnej przerwie, o czym nie wiedzieliśmy. Ponad 20 osób tłoczyło się w ciasnej poczekalni. Klimatyzacja odmówiła współpracy, nie było gdzie usiąść. Ale miejsc nie można już rezerwować, trzeba czekać pilnując kolejki. Zostawiłam więc Podszewka i poszłam po owoce.

Pół godziny później nadal było tłoczno, ale Podszewek siedział przynajmniej na prawdziwym krześle. Upewniłam się, że nie chce bym go zmieniła i znalazłam zacienione miejsce na dworze. Z widokiem na wielki napis « Honor i Szacunek. Harmonia ». Z niebieskim kościołem w tle.
Robiło się niemiłosiernie gorąco, do poczekalni pchali się kolejni pacjenci. Podszewek dzielnie siedział. Schowałam się z książką w samochodzie. Z parkingu górującego nad miastek roztacza się szeroki widok na granatowy ocean. Jak w raju!

Mijały kolejne godziny. W pewnym momencie zauważyłam w lusterku dziwny kształt na ziemi. Ludzkie ciało!

Rzuciłam się by podnieść Podszewka, który czołgał się w stronę samochodu. W naszą stronę biegła z poczekalni starsza pani. “Ten pan wyszedł i już trzy razy upadł! Proszę wracać, już uprzedziłam panią doktor“. Zaprowadziłyśmy Podszewka spowrotem. Obserwowana przez tłum pacjentów zebrałam jego rozrzucone na podłodze rzeczy. Nikt już nie siedział, wszyscy stali. Lekarka kazała nam wejść do gabinetu.

I gdy zamknęłam drzwi, usłyszałam :

Bardzo przepraszam, widziałam przez kamerę że Pani mąż bardzo źle się czuje, ale nie mogłam nic zrobić! Ludzie powinni byli go przepuścić wcześniej. Nie mają za grosz manier! Ale gdybym to ja wyszła z gabinetu i go zawołała, zbuntowaliby się. Krzyczeliby, że jest ważniejszy od nich, bo to Biały!”.



 



czwartek, 03 października 2013

Nie tylko wyspiarskim akcentem różni się martynikańska wersja francuskiego od tego, którego nauczono mnie w szkole. Szybko byłam zmuszona nauczyć się wielu nowych słów. Zapamiętanie zapożyczonych z kreolskiego nazw owoców czy zwierząt było ćwiczeniem egzotycznym i zabawnym. Ale zrozumienie skomplikowanego słownictwa dotyczącego klasyfikacji kolorów skóry – już dużo mniej.

Niewolnictwo było systemem opartym na teorii o nierówności ras.  « Czarni » traktowani byli jako  ludzie gorszej kategorii,  a dokładniej – mieli status « ruchomości ».   Napisany w XVII wieku  francuski zbiór praw « Le Code Noir »  określał nie tylko sposób, w jaki niewolnicy mieli być karmieni czy karani, ale również jak mieli się rozmnażać. Do kogo należało potomstwo oraz jaki status posiadały dzieci zrodzone z gwałtu popełnionego przez białego na czarnej niewolnicy. Małżeństwa mieszane były oczywiście bardzo długo zabronione.

Rasizm jest tak głęboko zakorzeniony w tym  społeczeństwie,  ukształtowanym przez wieki niewolnictwa i kolejnych fal imigracji, że niepostrzeżenie przesiąkł do podświadomości. Oraz do języka.  Psychiatra i eseista Frantz Fanon zanalizował to zjawisko w tekście « Czarna skóra, białe maski » (1952). Pokazał, że kolonizacja była doświadczeniem tak totalnym, że zniewolona jednostka przejęła system wartości oprawcy. Aż do pojawienia się « négritude »*** czarny człowiek jedyny sposób na podniesienie własnej wartości widział w upodobnieniu się do białego. Wcześniej, niezależnie od kolory skóry, sami Martynikanie byli prawdziwymi rasistami. Fanon wyjaśnia, że « mulatka zrobi wszystko, by nie związać się z czarnym. » Znajdzie preteksty, będzie wyjaśniać, że to brutal pozbawiony taktu, lecz tak prawdziwym powodem jest to, że « czarny jest… czarny ».

 

czarna skora, biale maski, Frantz Fanon

« Czarna skóra, białe maski » Frantz Fanon

 

Badacze mówią w przypadku społeczeństwa Martyniki  (aż do lat 1950-60) o « etnoklasach » - gdyż o przynależności do danej klasy społecznej decydował kolor skóry.

Nawet jeśli obecnie wzrasta niechęć do obecności na wyspie białych Francuzów, nawet jeśli edukacja umożliwiła awans społeczny– język zmienia się bardzo powoli. Biały kolor skóry i drobne, europejskie rysy kojarzą się z bogactwem, władzą i fizyczną atrakcyjnością. Aby upodobnić się do ideału wiele kobiet chemicznie prostuje kręcone włosy. Grube warkoczyki czy dready koajrzą się źle (są zabronione w wielu szkołach czy firmach). Im jesteś ciemniejszy, tym teoretycznie niższe miejsce zajmujesz w hierarchii społecznej. A na określenie każdego odcienia skóry istnieje specjalne słowo. I tej rasistowskiej leksyki używa się tak po prostu, na codzień. Aby kogoś określić, poderwać albo obrazić. Za każdym wyrażeniem kryje się ciężar bolesnej historii.

 

miss Martyniki

Finalistki konkursu « Miss Martinique ».

Jakby ciut bledsze niż kobiety spotykane na ulicy.

 

To kilka przykładów. Kim są na Martynice biali ludzie i jak się na nich mówi? 

 

* « Béké » - to określenie na białych potomków kolonizatorów– dzisiaj 1% społeczeństwa  Martyniki. Zamknięta kasta, z której wykluczani byli członkowie rodzin, którzy splamili się oficjalnym związkiem z « niebiałym ». Słynny stał się wywiad z jednym ze starszych członków klanu, który na prośbę o wyjaśnienie tego słowa w 1960 odpowiada do kamery : « Béké... to to, to najlepsze. To potomkowie kolonizatorów którzy zachowali czystość rasy ». Szokujące ? 50 lat później w innym reportażu  inny béké ma podobne zdanie : « Kiedy rozmnażają się ludzie różnych ras, brakuje harmonii, jedno dziecko będzie miało takie włosy jak ja, drugie włosy murzyńskie. » Stara się również wskazać « pozytywne aspekty niewolnictwa » i przypomina, że po Rewolucji Francuskiej martynikańscy békés na kilka lat oddali wyspę w ręce Brytyjczyków by uniknąć losu gwadelupskich kuzynów. Czyli gilotyny.  Po skargach widzów Alain Huygues Despointes zostanie oskarżony o apologię zbrodni przeciwko ludzkości. Skazany na zaplacenie 20 000 € a następnie oczyszczony z zarzutów.

 

 cesarzowa Jozefina Bonaparte

Najsłynniejsza béké – cesarzowa Józefina.

Marie-Josèphe-Rose Tacher de la Pagerie urodziła się w Trois-Îlets na Martynice w 1763 roku (dopiero Napoleon nadał jej imię Józefina). 

 

Mit o « czystości rasowej » i « szlacheckim pochodzeniu » béké jest o tyle zabawny, że do pracy w koloniach przybywali głównie biedni pracownicy kontraktowi, poszukiwacze przygód, byli więźniowie. Jakieś 10% pierwszych osadników stanowili szlachcice, przede wszystkim młodsi bracia nie mogący liczyć na rodzinny spadek. Życie na Karaibach uchodziło za bardzo ciężkie. W taką podróż nie wybierały się szanujące się damy. Kolonizatorzy wiązali się więc początkowo z kobietami Karaibów, albo– mimo oficjalnego zakazu – żyli « na kocią łapę » z niewolnicami. Aby zapobiec « mieszaniu się ras » w XVII wieku  Francja wysyłała na Karaiby… portowe damy lekkich obyczajów! A następnie sieroty z ochronek…  

 

W rękach  « grands békés »  znajduje się ponad połowa ekonomii wyspy. Niektóre z tych rodzin znajdują się w ścisłej czołówce na liście największych fortun Francji. W słynnej dzielnicy « Cap Est » we François niektórzy békés żyją w odosobnieniu. To « békéland », chroniony przez żandarmerię podczas zamieszek w 2009 roku. Z pieniędzmi  łączą się wpływy i władza. To w Habitation Clément - posiadłości należącej do rodziny Hayotów - zorganizowano w 1991 roku spotkanie po zakończeniu I-wszej wojny w Zatoce Perskiej. Bush i Mitterand dyskutowali o przyszłości Iraku sącząc rum w przewiewnym salonie kolonialnej willi. Habitation Clément jest dzisiaj otwarta dla zwiedzających. Mieści się tam siedzibą fundacji Clément - najbogatszy béké, Bernard Hayot organizuje wystawy,  wydaje albumy, wspiera artystów i renowacje zabytkowej architektury kolonialnej.

 

Bernard Hayot z młodą artystką Karaine Taïlamé

podczas wernisażu w należącej do niego galerii.

 

Antropolodzy zwracają uwagę na ambiwalentny stosunek mieszkańców Martyniki do békés. Ich przodkowie to jednocześnie oprawcy i… ojcowie. To z gwałtów i nieformalnych związków zrodziło się pierwsze kreolskie « zmieszane » społeczeństwo.

* « Béké –goyave » – tak prześmiewczo -  określa się zubożałych potomków kolonizatorów.

*« Métro » - to urodzony na kontynencie biały Francuz. Nazywany też « z’oreilles » czyli « uszy ». (Według jednej z wersji, dlatego, że nadstawia uszy nie rozumiejąc lokalnego akcentu. Według innej - bo jego uszy są zawsze czerwone od słońca). Jeszcze nie tak dawno wszystkie wyższe stanowiska w państwowej adminstracji zajmowane były przez « les métros ». Przez wiele lat w szkołach  o « naszych galijskich przodkach » uczyli wyłącznie biali Francuzi. Dzisiaj stanowią oni ok. 4% społeczeństwa.  To często żandarmi, nauczyciele, czy przedstawiciele ministerstw. Są również chętniej zatrudniani na kierownicze stanowiska w dużych firmach.

* « Blanc péyi » - urodzony na wyspie, « skreolizowany » biały,  który przyjął jej kulturę i często język kreolski. Wielu z nich narzeka, że mimo tego traktowani są jak obcy, przyjezdni.

 

Jak mówi się na metysów ? Sprawa się komplikuje !  « Métis » jest bowiem definicją zbyt ogólną. Tak nazwiemy dzisiaj urodzone dzieci ze związku np. ciemnoskórej Martynikanki i « métro ». Termin ten nie określa pozycji społecznej i symbolicznej danej osoby. A przez wieki kolor skóry był z nią niedłącznie związany. Stąd kilka wyrażeń : 

* « blanchir la race » - jedna z definicji, która wcale nie przechodzi mi przez gardło. Na szczęście pojawia się jedynie w rozmowach ze starszymi osobami i, oczywiście, w literaturze. « Wybielić rasę » czyli związać z osobą o jaśniejszej skórze (dla własnej korzyści lub z myślą o potomstwie). Inaczej : « chaper à sa peau »  - w typowo kreolski sposób obrazowe okreśenie : -  « uciec przed własną skórą ».

* « enfant à la peau sauvée » - « dziecko o uratowanej skórze ». Nie chodzi tu o ratunek przed bliznami po uderzeniach batem, ale właśnie o tę « ucieczkę ».  Dziecko o uratowanej skórze to takie, które urodziło się jaśniejsze od matki. Miało  więc szanse na lepsze życie i miało - symbolicznie - wyższą wartość. « Peau Sauvée » to tytuł książki martynikańskiej autorki Yollen Lossen opowiadającej skomplikowane dzieciństwo małej metyski w latach 50-tych.

 “La peau sauvée” – o problemach tożsamościowych związanych z metysażem.

“La peau sauvée” – o problemach tożsamościowych związanych z metysażem. 

 

* « mulâtre » (ż. mûlatresse) – osoba, której jedno z rodziców jest białe, a drugie « prawdziwie » czarne.  Polskie słowo « mulat » ma inny wydźwięk choć etmologia jest ta sama: hiszpańskie słowo « mulo » czyli « muł », mieszaniec  zrodzony z klaczy i osła. Można by się spodziewać że to rasistowskie określenie zostanie odrzucone przez samych zainteresowanych. Jednak nie ! Mulaci tworzyli bowiem prawdziwą osobną kastę. Pisarz i badacz Raphaël Confiant  twierdzi nawet, że w martynikańskiej podświadomości « mulâtre » to osobna, trzecia rasa. Jeszcze w czasach niewolnictwa mieli oni  lepszą sytuację – często pilnowali niewolników podczas pracy. Wielu zostało  później « wyzwolonych »,  najczęściej przez ich białych ojców. Od początku istniały jednak wyraźne granice między czarnymi,  « kolorowymi » a białymi.  Les mulâtres za wszelką cenę dążyli do zdobycia takich samych praw jak biali. W zamian za kolejne przywileje byli gotowi odwrócić się od niewolników walczących o zniesienie reżimu. Pozwoliło im to na szybkie wzbogacenie się, a od końca XIXw. nawet na karierę polityczną. Trzecią Republikę (1870-1940) historycy określają na Martynice mianem « République des Mulâtres ».

Homère Clément 

Homère Clément – jeden ze znanych « mulâtres ». Lekarz z Trinité, założyciel destylarni Clément, którą posiada dzisiaj rodzina Hayotów.

 

« Mulat bez pieniędzy to po prostu murzyn. » - mówi lokalne przysłowie. Jeśli les békés uznamy za martynikańską arystokrację, les mulâtres byli do połowy XX wieku  burżuazją, traktowaną przez tych pierwszych z wyraźną pogardą. Upraszczając – była to przez nikogo nielubiana klasa społeczna. Według R. Confiant nazwanie kogoś mulatem można zrozumieć na trzy sposoby : w sensie rasowym (to metys), w sensie ekonomicznym (to « burżuj ») lub w sensie moralnym (to niemoralny cwaniak).


*« câpre » (ż. câpresse) – osoba, której jedno z rodziców było czarne, a drugie mulâtre. Czyli  metys biały w ¼. Wyrażenie trochę staroświeckie (pochodzi od  jednej z odmian górskich kóz.).

 

 

Kartka pocztowa z epoki.

« Martynika. Fryzura câpresse o wyjątkowo delikatnych włosach »

 

Istnieje też cały szereg innych szczegółych określeń, dzisiaj nieużywanych, ale spotykanych  w literaturze historycznej. Wywodzą się one z  prac martynikańskiego szlachcica Médéric Moreau de Saint-Méry, który analizując społeczeństwo Saint-Domingue stworzył listę stu dwudziestu pięciu (!!!) odcieni dzielących « prawdziwego » białego od « prawdziwego » czarnego.

Na przykład :

*« quarteron » - osoba, której jedno z rodziców było białe, a drugie mulâtre. Czyli  metys biały w ¾.

* « octavon » - osoba, której jedno z rodziców było białe, a drugie quarteron. Czyli  metys biały w …. 87%.

 

Nadal bardzo popularne na Martynice jest natomiast określenie:

*« chabin » (ż. chabine) – w tym wypadku większe  znaczenie od genetyki ma wygląd.  Raphaël Confiant wyjaśnia, że « chabin to nie rasa, a « kolor », czyli fenotyp ».  Chabin to « czarny » o wyjątkowo jasnej skórze, lub metys, który mimo ciemnej cery ma jasne oczy lub włosy, czasem piegi. Czasem nawet jest rudy. Słowo to pochodzi prawdopodobnie właśnie od rasy rudych owiec z Normandii – kolejne na liście rasistowskich, zwierzęcych porównań.

 

 Raphaël Confiant i Aimé Césaire

Raphaël Confiant – pisarz, badacz i aktywista, znany « chabin ». Po prawej ojciec konceptu « murzyńskości » Aimé Césaire

 

Mężczyzna « chabin » jest uważany za silnego, wybuchowego. « Pa ni chaben mol ! » mówi ludowa kreolska prawda: nie ma słabych chabins!

Osoby te są również uważane za wyjątkowo atrakcyjne fizycznie. Wystarczy zwrócić uwagę na lokalne reklamy – jako modeli wybiera się chętnie metysów z burzą jasnych loków. Szczególnie dotyczy to dzieci.

martynikanska reklama telefonow

Reklama jednego z operatorów telefonii komórkowej


 

Jako synonim piękna słowo « chabin » jest więc czasem używane jako dowód sympatii. Starsza pani którą podwożę samochodem podziękuje « Niech Bóg ma cię w opiece, chabine »- nazwie mnie mimo moich słowiańskich rysów.  Słowo to używane jest też przez ulicznych podrywaczy. « Psst, hej, chabine ! » wołają chłopcy z przystanków autobusowych zarówno do białych turystek jak i dziewczyn o skórze w kolorze czekolady.

Co ciekawe, badania antropologów na Gwadelupie pokazały, że kobiety « chabines » cieszą się  nie tylko opinią atrakcyjnych, ale też wyzwolonych seksualnie.  I jeśli przyjrzeć się ich wychowaniu – rodzicie pozwalają im na więcej. Od kołyski przygotowuje się je do roli małych uwodzicielek.

 

A co z « prawdziwymi » czarnymi ?

* « nègre » (murzyn) – to słowo straciło częściowo złą konotację dzięki « négritude » Césaire’a.  Ten martynikański poeta pomógł rodakom pozbyć się dużej części kompleksów. Mieli stać się dumni ze swej murzyńskości i  jej afrykańskich korzeni, przestać naśladować kulturę europejską.

Młode pokolenie chcąc kogoś obrazić powie « négro ».

« Nèg » po kreolsku, w ustach starszych osób to właściwie synonim « faceta ». « Wyjaśnij mi najpierw, czemu interesujesz się twórczością tych nèg. » Tych murzynów... – radził mi pewien artysta przed ważnym wywiadem, a ja czułam się – niesłusznie - zażenowana jakbym została właśnie zwyzywana od kolonizatorów.

l'étudiant noir- magazyn czarny student

”Czarny student” – pismo wydawane przez Stworzyszenie Martynikańskich Studentów we Francji.  Przyszli uznani pisarze i politycy z obraźliwego określenia tworzą sztandar.

 

*« noir » – po prostu « czarny » – określenie dość ogólne, jego wydźwięk zależy od kontekstu. Mamy na Martynice konkurs piękności « Miss Beauté Noire ».

*« black » – zapożyczone z angielskiego coraz częściej zastępuje słowo « noir ». Afroamerykanie ze Stanów wydają się może bardziej «cool », wyluzowani, mniej zakompleksieni. « Black » po francusku zdaje się być mniej obciążone piętnem historii.

*« nègre bleu » – staroświecka inwektywa. Aby nazwać kogoś « murzynem tak czarnym, że aż granatowym », trzeba było mieć poważny powód. Kolor niebieski jest zresztą na Martynice kolorem nieszczęścia. Kolorem oceanu, na dnie którego spoczywają szczątki ciał afrykańskich niewolników zmarłych podczas transportu. Ludowy przesąd zabrania ubierania się na niebiesko 1go stycznia.

*« Négropolitain » - osoba o ciemnej skórze, która urodziła się w metropolii z rodziców pochodzących z Martyniki, lub która wraca na wyspę po wielu latach spędzonych we Francji. Określenie często obraźliwe, budujące dystans. Niektórzy są też wyzywani od « bounty » - znaczy to, że jak słynny batonik mają « czarną skórę i biały środek ». W ustach separatysty oznacza to wręcz « zdrajca rasy ».

Dodajmy do tego :

 coulie » (lub coolie, kouli) – pierwotnie obraźliwe określenie robotników sprowadzonych z Indii do pracy na platacjach po zniesieniu niewolnictwa. Mimo, iż pracowali na kilkuletnich kontraktach ich sytuacja nie była lepsza niż w czasach niewolnictwa. Za to ich gotowość do często śmiertelnie ciężkiej pracy za psie pieniądze osłabiła zdecydowanie szanse na wynegocjowanie przez byłych niewolników powrotu na plantacje w lepszych warunkach. Coulies byli więc traktowani z pogardą i niechęcią. Wreszcie znalazł się ktoś warty mniej od « najczarniejszego starego murzyna ». Wielu z nich z przepracowania zmarło szybko po przyjeździe. « Faible kon an coulie » mówiło się. Słaby jak Hindus!

hinduskie pracownice na Martynice

Kartka pocztowa z epoki “Grupa hinduskich  kobiet i dziewcząt”

 

Dzisiaj słowo to jest dość powszechnie używane gdy mowa o potomkach hinduskich imigrantów. Ale nie bylibyśmy na Martynice gdyby nie było bardziej szczegółowych określeń jak na przykład:

*« chapé-couli » – osoba, której jedno z rodziców jest czarne, a drugie couli. Znów mowa o ucieczce od kondycji społecznej, jaką rezerwowała nam nasza skóra.

 

A mamy jeszcze Chińczyków, Syryjczyków i Libańczyków, oraz imigrantów z innych wysp. Czystych lub « mieszanych ».  Wszyscy są sklasyfikowani, na każdy kolor skóry i rodzaj loków znajdzie się odpowiednie określenie. Każde przypomina nam w jaki sposób powstało to bogate w swej wielokultorowości, straumatyzowane społeczeństwo kreolskie.

 

 

 

*** négritude, dosłownie murzyńskość:

ruch literacki i polityczny, którego prekursorami byli  studujący we Francji w latach 30tych trzej “murzyni”:  Aimé Césaire (z Martyniki), Léopold Sédar Senghor (z Senegalu) i Léon Damas (z Gujany Francuskiej). Afirmacja wartości czarnego człowieka i jego kultury wobec cywilizacji białego kolonizatora. Powrót do afrykańskich korzeni w sztuce.





sobota, 28 września 2013

Rozwijam silną alergię na zdjęcia z Karaibów w katalogach turystycznych. Wolę krzywy horyzont i nieostre kraby z wakacyjnego pstrykania niż te rajskie obrazki niemające związku z rzeczywostością. Dolepione palmy pożyczone z Tajlandii. Lazurowe płycizny teleportowane z innej zatoki. Te ulepszane zdjęcia nie są oczywiście niczym nowym. Ale czynią one moim zdaniem prawdziwą szkodę -  i wyspom i turystom.

 

Plaża w Le Carbet wg Martinique Martinique

“We're spending the weekend here in Le Carbet...care to join us?”

– kusi na facebooku “Martinique magnifique”

 

Oto kanadyjski fanpage promuje hotel w Le Carbet i jego plażę. 300 osób spragnionych słońca klika w niebieski kciuk lub przesyła zdjęcie dalej. Z ulgą czytam jednak w komentarzach, że nie tylko ja mam wątpliwości. W Le Carbet nie ma takiego złotego piasku! Nie ma takiej turkusowej wody!

 


prawdziwa plaza

Moja wersja plaży w Le Carbet, 100m od reklamowanego hotelu.

Palmy w hotelu są wyższe, ale piasek ten sam!



“Martinique Magnifique” odpowiada: “To prawda, to zdjęcie jest dość jasne. Piasek nie jest tam dokładnie biały” i dodaje “jeśli jesteście na Martynice, sprawdźcie!”.

“Byłem w tym samym miejscu w podróży poślubnej w 1974” – komentuje jeden z inernautów, Richard – “I piasek był czarny. Wróciłem tam 25 lat później- był czarny. Znowu wróciłem w 2012 i pasek znowy był czarny, bo to jest piasek WULKANICZNY”


Reakcje internatow na sfalszowane zdjecie plazy

Krytyczne reakcje internautów.

“Way too white for Le  Carbet sand!!!”

 

Biała plaża pewnie lepiej sprzedaje się na zdjęciach niż przesiąknięte historią wulkaniczne wybrzeże. Tylko czy turysta, który wykupił wycieczkę do tego sztucznego raju nie będzie zawiedziony? Są małe szanse, że wróci na Martynikę trzy razy jak Richard. A szkoda!


plaża

Widok na wulkan Montagne Pelée z innej plaży w Le Carbet: « Raisiniers ».

 

W Le Carbet piasek jest szary a morze granatowe i głębokie. Co wcale nie znaczy, że nie jest tam pięknie!

 


Z niektórych plaż można podziwiać co chwilę zmieniający się układ chmur nad posępnym wulkanem. Gauguin ponad sto lat temu szkicował w tym samym miejscu egzotyczne kreolskie kobiety.

 

"Brzeg morza", Paul Gaugin



Są pelikany obserwujące potencjalny obiad z obdrapanych łódek. W marcu szczęściarzom zdarza się zauważyć wieloryby. (Ja nadal mam pecha!)

Są klify w których zachowały się dziury po angielskich armatnich kulach. Kawał historii.

Pod wodą na nurków czekają wraki statków zatopionych podczas wybuchu Montagne Pelée w 1902 roku. Czasem wystarczą maska i rurka by obserwować żółwie morskie.

 

 

znudzony rybak na plazy w Le Carbet

Typowy wieczór po deszczu



Rano na plażowym targu można kupić świeży stek z tuńczyka lub wielką doradę, która potem wyląduje na grillu ze starej felgi. Całodziennie pikniki z wieloma przerwami na kąpiel – to jest coś! Czasem dostaniemy taka rybę w prezencie – jeśli pomożemy rybakom wyciągać z morza ciężką sieć.

Macie dosyć ryb? Nad rzeką Le Carbet można kupić raki – warto spróbować! Lepiej ugotować samemu, bo restauracje dostosowane do absurdalnych oczekiwań zagranicznych klientów częściej serwują rozmrożone azjatyckie krewetki.  


piknik w Le Carbet

Słońce powoli zachodzi, a my nadal świętujemy czyjeś urodziny

 

Przed słońcem można skryć się pod krzewem kokkoloby. Jest mniej fotogeniczna niż palma kokosowa, ale daje więcej cienia. I na Martynice rosła zanim przypłynął tu pierwszy kokos.


 Raisiniers Bord-de-Mer (Coccoloba uvifera). Po polsku Kokkoloba gronowa.

Raisiniers Bord-de-Mer (Coccoloba uvifera).Po polsku Kokkoloba gronowa.
Drzewa te spotkacie na większości karaibskich plaż.Ich owoce ("morskie winogrnona") są jadalne.


 

Po kąpieli można spróbować opłukać się pod plażowym prysznicem. Choć są szanse, że będzie zajęty przez któregoś z mieszkańców dzielnicy. Woda jest droga, więc wiele osób korzysta z publicznych instalacji. Czekając aż śpiewający pan skończy się mydlić można podyskutować z jego krewnymi. (Chyba, że wolicie prysznic w reklamowanym przez Martinique Magnifique hotelu. Wtedy z nikim nie będzie trzeba gadać. )

Trzeba przyznać: to nie jest aseptyczny teren “all inclusive” i można na tej plaży znaleźć dziwne rzeczy.

 

pralka na plazy w Le Carbet

Pralnia pod chmurką

 

Macie dosyć słońca? W 10 minut samochodem można dojechać do tropikalnego lasu. Odpocząć od upału, wykąpać się w leśnym źródle o temperaturze 26°C.

A co powiecie na lody o smaku manioku? Ostrych papryczek? Kandyzowanej skórki grapefruitowej z rumem? Kierunek Ziouka Glaces obok merostwa. Warto postać w kolejce nawet 20 minut. Te lody samolotem latają do najlepszych paryskich restauracji.

W bezchmurny wieczór z plaży w Le Carbet można zauważyć “zielony promień” kilka sekund po zniknęciu słońca za horyzontem. Jeśli dzień był burzowy czeka nas jeszcze bardziej malowniczy obraz.

Czemu przyciągać turystów fałszywą wizją nudnego raju?

zachod slonca wnad morzem karaibskimDobranoc!

 



 
1 , 2