sobota, 28 września 2013

Rozwijam silną alergię na zdjęcia z Karaibów w katalogach turystycznych. Wolę krzywy horyzont i nieostre kraby z wakacyjnego pstrykania niż te rajskie obrazki niemające związku z rzeczywostością. Dolepione palmy pożyczone z Tajlandii. Lazurowe płycizny teleportowane z innej zatoki. Te ulepszane zdjęcia nie są oczywiście niczym nowym. Ale czynią one moim zdaniem prawdziwą szkodę -  i wyspom i turystom.

 

Plaża w Le Carbet wg Martinique Martinique

“We're spending the weekend here in Le Carbet...care to join us?”

– kusi na facebooku “Martinique magnifique”

 

Oto kanadyjski fanpage promuje hotel w Le Carbet i jego plażę. 300 osób spragnionych słońca klika w niebieski kciuk lub przesyła zdjęcie dalej. Z ulgą czytam jednak w komentarzach, że nie tylko ja mam wątpliwości. W Le Carbet nie ma takiego złotego piasku! Nie ma takiej turkusowej wody!

 


prawdziwa plaza

Moja wersja plaży w Le Carbet, 100m od reklamowanego hotelu.

Palmy w hotelu są wyższe, ale piasek ten sam!



“Martinique Magnifique” odpowiada: “To prawda, to zdjęcie jest dość jasne. Piasek nie jest tam dokładnie biały” i dodaje “jeśli jesteście na Martynice, sprawdźcie!”.

“Byłem w tym samym miejscu w podróży poślubnej w 1974” – komentuje jeden z inernautów, Richard – “I piasek był czarny. Wróciłem tam 25 lat później- był czarny. Znowu wróciłem w 2012 i pasek znowy był czarny, bo to jest piasek WULKANICZNY”


Reakcje internatow na sfalszowane zdjecie plazy

Krytyczne reakcje internautów.

“Way too white for Le  Carbet sand!!!”

 

Biała plaża pewnie lepiej sprzedaje się na zdjęciach niż przesiąknięte historią wulkaniczne wybrzeże. Tylko czy turysta, który wykupił wycieczkę do tego sztucznego raju nie będzie zawiedziony? Są małe szanse, że wróci na Martynikę trzy razy jak Richard. A szkoda!


plaża

Widok na wulkan Montagne Pelée z innej plaży w Le Carbet: « Raisiniers ».

 

W Le Carbet piasek jest szary a morze granatowe i głębokie. Co wcale nie znaczy, że nie jest tam pięknie!

 


Z niektórych plaż można podziwiać co chwilę zmieniający się układ chmur nad posępnym wulkanem. Gauguin ponad sto lat temu szkicował w tym samym miejscu egzotyczne kreolskie kobiety.

 

"Brzeg morza", Paul Gaugin



Są pelikany obserwujące potencjalny obiad z obdrapanych łódek. W marcu szczęściarzom zdarza się zauważyć wieloryby. (Ja nadal mam pecha!)

Są klify w których zachowały się dziury po angielskich armatnich kulach. Kawał historii.

Pod wodą na nurków czekają wraki statków zatopionych podczas wybuchu Montagne Pelée w 1902 roku. Czasem wystarczą maska i rurka by obserwować żółwie morskie.

 

 

znudzony rybak na plazy w Le Carbet

Typowy wieczór po deszczu



Rano na plażowym targu można kupić świeży stek z tuńczyka lub wielką doradę, która potem wyląduje na grillu ze starej felgi. Całodziennie pikniki z wieloma przerwami na kąpiel – to jest coś! Czasem dostaniemy taka rybę w prezencie – jeśli pomożemy rybakom wyciągać z morza ciężką sieć.

Macie dosyć ryb? Nad rzeką Le Carbet można kupić raki – warto spróbować! Lepiej ugotować samemu, bo restauracje dostosowane do absurdalnych oczekiwań zagranicznych klientów częściej serwują rozmrożone azjatyckie krewetki.  


piknik w Le Carbet

Słońce powoli zachodzi, a my nadal świętujemy czyjeś urodziny

 

Przed słońcem można skryć się pod krzewem kokkoloby. Jest mniej fotogeniczna niż palma kokosowa, ale daje więcej cienia. I na Martynice rosła zanim przypłynął tu pierwszy kokos.


 Raisiniers Bord-de-Mer (Coccoloba uvifera). Po polsku Kokkoloba gronowa.

Raisiniers Bord-de-Mer (Coccoloba uvifera).Po polsku Kokkoloba gronowa.
Drzewa te spotkacie na większości karaibskich plaż.Ich owoce ("morskie winogrnona") są jadalne.


 

Po kąpieli można spróbować opłukać się pod plażowym prysznicem. Choć są szanse, że będzie zajęty przez któregoś z mieszkańców dzielnicy. Woda jest droga, więc wiele osób korzysta z publicznych instalacji. Czekając aż śpiewający pan skończy się mydlić można podyskutować z jego krewnymi. (Chyba, że wolicie prysznic w reklamowanym przez Martinique Magnifique hotelu. Wtedy z nikim nie będzie trzeba gadać. )

Trzeba przyznać: to nie jest aseptyczny teren “all inclusive” i można na tej plaży znaleźć dziwne rzeczy.

 

pralka na plazy w Le Carbet

Pralnia pod chmurką

 

Macie dosyć słońca? W 10 minut samochodem można dojechać do tropikalnego lasu. Odpocząć od upału, wykąpać się w leśnym źródle o temperaturze 26°C.

A co powiecie na lody o smaku manioku? Ostrych papryczek? Kandyzowanej skórki grapefruitowej z rumem? Kierunek Ziouka Glaces obok merostwa. Warto postać w kolejce nawet 20 minut. Te lody samolotem latają do najlepszych paryskich restauracji.

W bezchmurny wieczór z plaży w Le Carbet można zauważyć “zielony promień” kilka sekund po zniknęciu słońca za horyzontem. Jeśli dzień był burzowy czeka nas jeszcze bardziej malowniczy obraz.

Czemu przyciągać turystów fałszywą wizją nudnego raju?

zachod slonca wnad morzem karaibskimDobranoc!

 



Sierpień 2010- c.d.

Pierwsze dni mijają bardzo szybko. Musimy w ekspresowym tempie załatwić wiele spraw pozwalających na wprowadzenie się do nowego domu. Przyzwyczailiśmy się do tego, że we Francji niemal wszystko można uregulować przez internet. A tutaj nie dość, że umowę na dostawę wody trzeba podpisać osobiście, to w sieci nie da się nawet znaleźć informacji o tym, gdzie tak naprawdę znajduje się ich biuro. Jest oczywiście adres…. To znaczy nazwa dzielnicy.  Śmiejemy się, że jesteśmy rozpuszczeni po latach mieszkania w dużym europejskim mieście. Ale nawet jeśli wiemy, że nie są to prawdziwe problemy, czujemy się czasem trochę zagubieni. Philippe nie zawsze potrafi  nam pomóc. Tak więc każdą wyprawę poprzedza kilka telefonów  i wypytywanie sąsiadów. Karaibski akcent i gadatliwość rozmówców sprawiają, że często kiwam głową ... nie  rozumiejąc absolutnie nic.

 Dowiadujemy się cudem, że umowę na dostarczenie wody można podpisać w biurze "za sklepem z częściami samochodowymi, który stoi niedaleko parkingu, na który trzeba skręcić obok krzewu wyrzeźbionego w kształcie delfina". Uff, po drodze widziałam delfina, będzie dobrze ! Jedna rzecz z głowy.

Ale przede wszystkim : musimy jak najszybciej kupić samochód. Szybko orientujemy się, że licząc na transport publiczny nie damy rady nic załatwić. Nie wydostaniemy się z naszych gór ! Na szczęście Philippe ma wolny czas, obwozi nas po komisach… gdzie okazuje się, że na nic nas nie stać ! A dokładniej – nie stać nas na nic, co wydaje się być zdolne do jazdy. Koperta ze sprzedaży naszego ośmioletniego yarisa w świetnej formie tutaj starczyłaby na obite  twingo z maską przeżartą przez sól.  Rocznik 1998, 200 000 km na liczniku! Mrówki gratis.

Wpływ tropikalnego klimatu :

ciekawe ile czasu trzeba by tyle zostało z samochodu.I za ile by poszła ta bryka.

 

Na zdjęciach dołączonych do ogłoszeń w internecie nie widać zardzewiałego podwozia ani na stałe zablokowanych szyb elektrycznych. Skąd mogliśmy wiedzieć, że normalne ceny kryją aż tak liczne problemy ?

 Jeden ze sprzedawców prezentuje nam samochody, które jego zdaniem powinny nas zainteresować. Mają po dwa-trzy lata i pochodzą z agencji wynajmu. “Naprawdę warto dołożyć te 5 000 €, zobaczycie państwo”. Eeeee? Zaokrąglić do pięciu to nie to samo co dołożyć pięć! To my jeszcze poszukamy…


Ogłoszenia drobne w internecie – na taki samochód nas stać   

 

W innej agencji młody pośrednik w różowej koszuli w kwiaty zaprasza nas do biura, aby zanotować nasz numer, na wszelki wypadek. Szkoda, że tym razem nie towarzyszą nam polarny miś ani pingwiny, tylko one potrafiłyby znieść tak lodowatą klimatyzację. Sprzedawca nawet w ciemnym pomieszczeniu nie zdejmuje czarnych okularów. Rozumiem, że rozmowa o kupnie używanego samochodu wymaga takich zdolności jak turniej pokera.

“Pewnie zauważyli państwo, że po  naszych drogach jeżdzą głównie całkiem nowe samochody”.  –  "To prawda" - szczękam zębami.

“Niestety auta bardzo szybko się tutaj psują. Słony wiatr, silne opady, słońce, złej jakości paliwo – to wszystko sprawia, że pięcioletni samochód jest już bardzo stary. Elektronika nie wytrzymuje tej wilgoci. Oczywiście, mogą państwo coś takiego kupić ale ile on jeszcze wytrzyma?” 

 

Archiwalne zdjęcie samochodu Simca w Le Diamant :

(C) http://museeretromobile.files.wordpress.com

 

Niestety, facet ma rację. Kilka miesięcy później zwiedzając prywatne muzeum zabytkowych samochodów marki Simca*** dowiadujemy się, że Martynika od zawsze była bacznie obserwowana przez konstruktorów. Tropikalny klimat sprawiał, że samochody psuły się kilka miesięcy, a nawet kilka lat wcześniej. Tutejsi importerzy dysponowali więc cennymi informacjami o tym, co w nowych modelach wymaga dopracowania. (To były czasy … zanim “psucie się” było  programowane  już w momencie produkcji!)

Po kilku dniach udaje się nam znaleźć sześcioletnie C3- do koperty po Yarisie nie będzie trzeba za dużo dołożyć.  Samochód wymaga jednak drobnej naprawy, będzie gotowy za tydzień z hakiem. Nie mamy wyboru. Poczekamy ! – czujemy jednocześnie ulgę i euforię. Udało się ! …

(Ile razy będę sobie z dziką wściekłością przypominać tę tragiczną decyzję czekając na poboczu autostrady na lawetę… )

 Planujemu zostać u Philippe’a jeszcze dwa dni, obejrzeć  słynne regaty yoles, a potem wynajętym samochodem pojechać po naszego « nowego-używanego », zarezerwowanego przez Internet psa !

I może wreszcie wykąpiemy się w oceanie ???


 

*** Muzeum zabytkowych samochodów Simca w Le Diamant to po prostu hangar, w którym można objerzeć kilkadziesiąt modeli. Prawdziwym skarbem jest jednak jego założyciel : staruszek, który z pasją opowiada o historii Martyniki z punktu widzenia kierowcy. 

Aby zwiedzić muzeum należy wcześniej umówić się telefonicznie :

http://museeretromobile.wordpress.com/

Mr GALLET-DE-SAINT-AURIN Christian

9 allée des Emeraudes

Quartier Dizac

97223  Le Diamant

Telefon : (+596) 596  76 43 43

Komórka : (+596) 696  45 08 74